poniedziałek, 11 stycznia 2016

Czy chinskie matki sa lepsze? ...czyli "Bojowa piesn tygrysicy" Amy Chua.

Do tego zdjecia pozwolilam sobie wykorzystac flet i zapiski z zeszytu mojej 5 letniej corki.

  Opis, ktory znajdziecie na koncu ksiazki :"Marzeniem kazdego dobrego rodzica jest zapewnic dziecku "udany start". Jak sie okazuje, mozna to robic na rozne sposoby. Amy Chua wyroznia dwie metody, zachodnia i chinska, ktorej sama jest wyznawczynia i w mysl ktorej wychowala swoje dwie corki. "Bojowa piesn tygrysicy" to fascynujacy, pelen humoru i lekkosci zapis codziennych zmagan matki wymagajacej, lecz kochajacej bez reszty. Bez wzgledu na skrajna- z punktu widzenia "zachodniego" czytelnika- postawe autorki, niejeden rodzic zweryfikuje swoje metody wychowawcze. I byc moze zarumieni sie ze wstydu."

  Ksiazka kontrowersyjna, ktora od poczatku obliczona byla na bestseller. Wedlug mnie- ksiazka calkiem dobra, po ktora to siegam zawsze w chwili zwatpienia, by troche sie podbudowac i nabrac inspiracji.

  Kim jest autorka?
  Amy Chua-profesor prawa na Uniwersytecie Yale, urodzona w Stanach Zjednoczonych corka chinskich imigrantow. Zona amerykanskiego Zyda i matka dwoch corek- Sophii i Louisy. Warto dodac, ze "Bojowa piesn tygrysicy" to juz trzecia ksiazka w jej dorobku, ale jest napewno pierwsza, ktora wzbudzila na calym swiecie tyle dyskusji o modelach wychowania dzieci.

N

"(...) Oto sk rocona lista rzeczy, ktorych moim corkom, Spohii i Louisie, nigdy nie wolno robic:
- nocowac u kolezanki
- bawic sie tamze
- grac w szkolnym przedstawieniu
- narzekac, ze nie graja w szkolnym przedstawieniu
- ogladac telewizji i grac w gry komputerowe
- decydowac o wyborze kolek zainteresowan
- dostawac oceny nizsze niz szostka
- nie byc najlepszymi w klasie ze wszystkich przedmiotow z wyjatkiem dramatu i gimnastyki
- grac na czyms oprocz fortepianu lub skrzypcach
- nie grac na fortepianie lub skrzypcach (...) "



"(...) chinska matka wychodzi z zalozenia, ze (1) nauke stawiamy na pierwszym miejscu ; (2) szostka minus to zly stopien ; (3) dziecko ma wyprzedzac reszte klasy w matematyce o dwa lata ; (4) nie nalezy chwalic dzieci publicznie ; (5)  jesli dziecko kiedykolwiek porozni sie z nauczycielem lub instruktorem, zawsze stajemy po stronie nauczyciela lub instruntora ; (6) dzieci moga uczestniczyc jedynie w zajeciach, w ktorych jest szansa na zdobycie medalu ; (7) zlotego, oczywiscie . (...)"


  Moim zdaniem :

 Chinski model wychowania to darzenie do perfekcji i osiagniecia maksymalnych wynikow.. dla matki i dla jej dzieci oznacza to wspolne godziny ciezkiej pracy, rezygnacje z przyjemnosci i walke ze slabosciami. Nagroda za te poswiecenia ma byc w pierwszej lini zyciowy sukces naszych latorosli- wychowamy dzieci madre, pewne siebie i zdyscyplinowane, ktore w doroslym zyciu obejma najwyzsze stanowiska...czy to brzmi az tak przerazajaco? Czy ambitne i osiagajace sukcesy dzieci nie sa marzeniem kazdego rodzica?
 Mimo, ze nawet ten model nie zawsze sie sprawdza i nawet "chinskim matkom" zdarzaja sie porazki (do czego przyznaje sie sama autorka ) , to i tak zazdrosze jej mocnego charakteru i staram sie brac z niej przyklad, choc nie zawsze mi sie to udaje. Ja osobiscie staram sie polaczyc chinski model z modelem "naszym", Amy zwie go w swojej ksiazce "modelem zachodnim"...w wychowaniu moich dwoch corek lacze zabawe z dyscyplina, przy czym narazie wiecej jest w ich zyciu zabawy,bo sa jeszcze male. 
 Moim zdaniem najglosniej i najmocniej krytykuja Bojowa Tygrysice matki leniwe, niechetnie podnoszace dupska z sof...ktore to dla swietego spokoju sadzaja swoje dzieci przed telewizorami i obdarowywuja je tysiacami plastikowych zabawek.
 Nie twierdze, ze chcialabym byc jak Amy, ona jednak czasem poprostu przesadza...daleko mi tez do jej staniwczosci i, ze sie tak wyraze- lekkiej formy sadyzmu, ale tez od dawna jestem zdania, ze troche dyscyply,nauki i obowiazkow nikomu nie zaszkodzi...a tym najmlodszym jest to wszystko nawet wskazane.
 "Bojowa piesn tygrysicy" goraco polecam wszystkim rodzicom. Przeczytajcie ja i sami wyrobcie sobie zdanie na jej temat...jestem ciekawa co o tym wszystkim myslicie.

 Moja ocena: 8/10

(jak dla mnie za malo w tej ksiazce codziennego zycia rodzinnego Amy i jej rodziny, o czym poczytalabym z checia-a stanowczo za duzo jest w niej muzyki...muzyki i jeszcze raz muzyki- kto czytal, ten pewnie wie o co mi chodzi).


Amy wraz z corkami.
 
                " Rodzicielska filozofia Amy Chua moze sie czasem wydawac nieludzka, ale zadajmy sobie pytanie: czy  ten model jest napewno bardziej okrutny niz wychowanie dziecka przed ekranem telewizora??? ( Daily Telegraph) 

11 komentarzy:

  1. Nie mam dzieci, ale książkę z ciekawości chętnie bym przeczytała. Podoba mi się taki model wychowywania córek na kobiety sukcesu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło mi, że jesteś mojego zdania i dziękuje za pierwszy komentarz na moim blogu :)

      Usuń
  2. Zdecydowanie nie chciałbym się urodzić w chińskiej rodzinie jeżeli miałbym żyć pod ciągłą presją, która tylko wyniszcza człowieka psychicznie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak nic będę musiał w końcu przeczytać ta książke. W sumie już sobie ją wrzucę do wirtualnego koszyka. Samemu pisząc o wojskowym drylu trafiłem już na tą panią i nieukrywam, że trochę mnie przeraziła. Fakt bycia jej dzieckiem musi w pewnych momentach dołować...:) Szybciej, mocniej, lepiej - to chyba nie świadczy o dobrym dzieciństwie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oglądałam kilka wywiadów z nią i jej dziećmi,młode nie wyglądały jakos na straumatyzowane... Sama znam jedną Chinkę, która ma 3 córki- każda z nich mowi po chińsku i po angielsku, pływają i grają na instrumentach, a są też całkiem normalnymi i szczęśliwymi dziećmi...być moze to sprawa dobrej organizacji czasu? Moze tak byc, ze co dla nas jest dziwne dla nich jest całkiem normalne?

      Usuń
  4. Czy tylko mi nie wyświetla polskich znaków - ć,ą,ż itd.?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie posiadam niestety polskiej klawiatury, a nie mam pojęcia jak ustawić polskie znaki- to dla mnie czarna magia :(

      Usuń
    2. Z jednej strony byłabym dumna matka takiego dziecka sukcesu ale czy nie zabralabym części dzieciństwa? Np to bawienie się z koleżankami, bez przesady ale trochę by mogły, miałbym chwile dla siebie ;-)

      Usuń
    3. Kto wie czy autorka trochę tej ich rodzinnej codzienności nie podkolorowała dla "dobra" swojej książki? Bądź co bądź zarobiła na niej napewno miliony ;)

      Usuń
  5. Chętnie bym przeczytała tą książkę, lubię poznawać inne kultury i spojrzenia na świat. Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Wiele słyszałam o tej książce ale wciąż jej nie przeczytałam (i pewnie przeczytam dopiero jak wizja macierzyństwa będzie mi jeszcze bliższa). Niemniej niesamowite jest to, że w zasadzie wydaje się na pierwszy rzut oka, układ proponowany przez autorkę, niezwykle despotycznym, na dłuższą metę wykańczającym dziecko (samo nie może decydować) i nie jestem przekonana czy przełożony 1:1 sprawdziłby się w naszej kulturze. Zwłaszcza, że u nas jest podkreślany indywidualizm jednostki.

    OdpowiedzUsuń