piątek, 29 stycznia 2016

Piatek bez ksiazki #1- czyli 200 lat niech zyje, zyje nam...

 Postanowilam, ze w piatki nie bede pisala recenzji, ale za to bede dzielila sie z wami tematami dowolnymi. Dowiecie sie o tym, co mi w glowie siedzi, co godnego polecenia obejrzalam lub zobaczylam... w sumie sama nie wiem, bo chce do tego podejsc jak najbardziej spontanicznie ; dzis na przyklad bedzie o...botoxie hehe ;) Polecam wiec (wpis, a nie botox haha).



Fauja Singh-ponad 100-letni maratonczyk.
  Mlody wyglad zapewnia Ci kremy, gdy one juz nie pomagaja, bierz sie za botox...przy okazji radze Ci- juz dzis zacznij zbierac na operacje plastyczne ;) Co to energii, dobrego samopoczucia, to jest na to tyle roznych tabletek- od koloru do wyboru, spytaj lekarzy lub farmaceutow. Zdrowie? Zdrowie nie jest oplacalne, nie ma dnia, zeby cos Cie nie bolalo i to jest ok. Tak trzymac :) W naszych czasach nikt juz nie marzy o dlugim zyciu w zdrowiu, to smutne :(

   Naukowcy twierdza, ze jestesmy w stanie dozyc okolo stu dwudziestu lat-  wystarczy tylko zmienic swoj tryb zycia...przeczytalam o tym pare ciekawych artykulow,a w kazdym z nich dokladnie wzieto pod lupe miejsca na ziemi, gdzie ludzie zyja najdluzej (sa to miedzy innymi japonski archipelag Okinawa,grecka wyspa Symi,powiat Bama w Chinach,dolina Hunza w Pakistanie i pare innych).





 Oto wnioski- podstawowa dieta ludzi dlugowiecznych to warzywa i owoce, wodorosty, pelne ziarna i makaron, ryz, minimalna ilosc soli, zero cukru, ziola, ryby i sladowe ilosci chudego miesa. Dochodzi do tego wysoka aktywnosc fizyczna (100 latek na rowerze nie dziwi w tych miejscach na ziemi nikogo), cwiczenia umyslu, duzo spokoju, promieni slonecznych i szczesliwe zycie rodzinne. Co laczy wszystkich dlugowiecznych mieszkancow naszej planety? Nie jedza przetworzonych produktow (dziwacy, co nie haha ?), unikaja "przezarcia", nie pala papierosow (ale "lykna cos" sobie od czasu do czasu :)), unikaja herbaty i kawy, cukru i soli. Proste ;)

  Zdaje sobie sprawe, ze polkniecie tabletki jest prostsze niz przygotowanie zdrowego, pelnego skladnikow odzywczych i najlepiej niskotluszczowego posilku. Umysl cwiczymy przed kompeterem i telewizorem, co do cwiczen fizycznych- no chodzimy przeciez do pracy...Ten post jest glupi, a ja sie czepiam nie wiadomo o co hehe ;)
 Dla tych, ktorych ten post jednak zainteresowal- dziekuje wam, byc moze udalo mi sie was zainspirowac do pewnych zmian...a jesli czujecie niedosyt, to (tak jak ja ) w internecie znajdziecie naprawde duzo artykulow na temat dlugowiecznosci, np:http://urodaizdrowie.pl/lista-10-najzdrowszych-miejsc-swiata
 Ja was zegnam, zycze zdrowia, szczescia i 200 lat...no chyba ze na tak dlugo nie macie ochoty- to tez sie moze przeciez zdarzyc ;)


86 letnia Baddie Winkle znajdziecie na Instagramie, ta Niegrzeczna Babcia udowadnia, ze radosc z zycia mozna czerpac w kazdym wieku :)

sobota, 23 stycznia 2016

Chinski Kopciuszek...czyli "Serce Tygrysicy" Aisling Juanjuan Shen.



 Opis,ktory znajdziecie na koncu ksiazki: "Pochodzaca z rodziny niepisiemnych rolnikow, Shen jako pierwsza z wioski dostaje sie do kolegium nauczycielskiego, ktorego absolwentom rzad zapewnia dozywotnia posade. Zeslana do wioski niewiele wiekszej niz ta, w ktorej sie urodzila, Shen walczy z samotnoscia, sypiajac z przygodnie poznanymi mezczyznami. Dzieli tym wszystkim los matki, ktora dla korzysci materialnych uwilklala sie w wieloletni romans pod nosem zobojetnialego na wszystko meza. Aborcja przeprowadzona w koszmarnych warunkach, walka o dach nad glowa, moralne poswiecenia, ktorych wymaga sie (szczegolnie od kobiet) w skorumpowanym swiecie chinskiego biznesu, to tylko niektore z prob, na jakie zostala wystawiona Shen. Czy uda jej sie wygrac nierowna walke z losem?"

 Bylam w szoku, gdy okazalo sie, ze ksiazka ta to nie powiesc, ale autobiografia...w tym tez momencie nabralam do Shen wielkiego szacunku i respektu za jej konsekwencje w dazeniu do spelnienia marzen.

 Kim jest autorka?
Asling Juanjuan Shen urodzila sie w malenkiej chinskiej wiosce w latach 70. XX wieku, w rodzinie ubogich, niepisiemnych rolnikow. Ciezka praca, determinacja, wrodzona ambicja i ...lapowki pomogly jej uciec najpierw do Poludniowych Chin, a pozniej do Stanow Zjednoczonych, gdzie skonczyla Wellesley College i wyszla za maz. Obecnie pracuje w jednej z najwiekszych film inwestycyjnych w Ameryce.






"W lipcu 1996 roku, kiedy opuscilam szkole, a potem wioske, chcialam odciac sie od swojej przeszlosci. Nie sadzilam, ze bedzie to az tak bolesny proces. Nie wiedzialam, ze przeszlosc jest tak istotna dla czlowieka jak jego wlasna krew. Ale dzielny zolnierz tlumi w sobie bol. Zawziety rekin uparcie prze do przodu. Mialam bilet w jedna strone, worek marynarski i adres Wanga, i tylko tego potrzebowalam, jadac na Poludnie."


Moim zdaniem: "Serce Tygrysicy", to ksiazka napisana bez owijania w bawelne i bez cackania sie z czytelnikiem, co sprawia, ze bardzo polubilam jej autorke. Mysle, ze piszac autobiografie wiekszosc z nas postaralaby sie troche "wybielic" swoja osobe, Shen tego jednak nie zrobila. Opisuje szczegolowo swoje zycie w biedzie, swoich nieczulych rodzicow i to, ze nie nadawala sie do zycia na polu ryzowym i ze marzyla o czyms wiecej. Dzieki wrodzonej inteligencji i motywacji, zeby wyrwac sie ze znienawidzonej wioski, ukonczyla zarowno gimnazjum jak i college i w wieku 19 lat zostala nauczycielka w malutkim miasteczku. Nadal nie byla jednak szczesliwa, miala wieksze ambicje i marzyla o dostatnim zyciu w wielkim miescie...na 372 kartkach przedstwiona jest historia kobiety silnej i zdeterminowanej, ktora wie czego chce i do tego dazy.
  Decyzje, ktore Shen podejmuje czesto szokuja, sa konkretne i bezkompromisowe, troche na zasadzie "po trupach do celu", ale jej wybory udowadniaja nam, ze wszystkie marzenia moga sie spelnic i ze nigdy nie powinnismy sie poddawac i sluchac opinii innych ludzi.


Moja ocena: 10/10, bo "polknelam" ja w 2 dni i bylam wsciekla, gdy ktos lub cos mnie od niej odrywalo.


piątek, 22 stycznia 2016

Normalny wpis o normalnym zyciu...czyli dzis refleksyjnie.


Typowy dzien...juz po pracy, po przedszkolu, szkole, po obiedzie...siedzimy sobie w domu...przed telewizorem, w ktorym jak zwykle nic dobrego nie leci. Lodowka pelna, ale gdy przychodzi co do czego to i tak nie ma w niej tego, na co mamy ochote. Dzieciaki siedza znudzone w pokoju obok, pelnym plastikowych zabawek, albo (gdy sa troche starsze) wpatrzone w ekran komputera zabijaja wirtualnych wrogow. Dzien jak co dzien. Jemy Smieci, otaczamy sie Smieciami, w glowie mamy Smietnik...a to na co poswiecamy cala swoja energie to to, zeby ten nasz Smietnik byl lepszy, wiekszy i drozszy od tego sasiadow, rodziny czy znajomych.



  Tak mijaja lata, dzieciaki juz duze i pelne pretensji, ze czemu byl tylko komputer, telewizor, a nie bylo rozmow, wspolnych wycieczek i zainteresowan...ze czuly i nadal czuja sie niby nie kochane...czego te niewdzieczne dzieci chca? Mialy przeciez NAJLEPSZY komputer i telewizor w swoim pokoju- tata robil na to od switu do zmierzchu! To przez to wszystko ten wlasnie tata w wieku 50 lat jest schorowany, wcale nie przez papierosy, tluste zarcie i zero ruchu...Mama tez zyciem wykonczona, ale ona to dzieci rodzila, wiadomo...nie ma straszniejszej choroby niz ciaza, to dzieki niej juz do konca zycia wiekszosc bab chodzi gruba, zaniedbana (no bo nie ma czasu) i nieszczesliwa. Dzieci niby widza, ze cos jest nie tak, ze zycie moze tez inaczej wygladac, lepiej...no niby juz maja cos zrobic, zeby nie upodobnic sie do wlasnych rodzicow...ale zrobia to jutro...
 Jutro juz na 100 procent :)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Na zawsze napietnowane...czyli "Dziewczyny, ktore zabily Chloe" Alex Marwood




Opis, ktory znajdziecie na koncu ksiazki :
"Bel i Jade,dwie jedenastolatki, skazano za zabicie malej dziewczynki. Osadzone w dwoch roznych zakladach poprawczych, zostaly na zawsze napietnowane.
 Obie zaluja, ze kiedykolwiek sie spotkaly.
 Po dwudziestu pieciu latach dziennikarka Kristy Lindsay podczas zbierania materialow do artykulow o serii morderstw w podupadajacym nadmorskim kurorcie spotyka sprzataczke Amber Gordon.
Po raz pierwszy od dnia, ktory na zawsze odmienil ich zycie.
 Musza zrobic wszystko, by nie odkryto ich dawnej tozsamosci i nie zrujnowano tego, co kazda z nich z takim trudem budowala...na klamstwie.
 Ale przeszlosc upomni sie o swoje, ich trop zwietrza nie tylko zadne sensacji brukowce, lecz takze psychopatyczny zabojca.

 Ksiazka o tym jak jeden dzien, przypadkowa znajomosc, decyzje podjete pod wplywem emocji, moze zmienic nasze zycie na zawsze.
 Rekomendacja samego krola-Stephena Kinga + wzbudzajaca niepokoj okladka + spora dawka psychologicznego thillera, okazala sie sposobem na sukces :)

 Kim jest autorka? 
 Alex Marwood to pseudonim urodzonej w latach szescdziesiatych brytyjskiej pisarki i dziennikarki Sereny Mackesy. Serena zyje w Londynie, gdzie pisze i wydaje juz od 1999 roku, ale to jako Alex  zdobyla swiatowa slawe wydajac w 2012 roku bestseller "The wicked girls" ("Dziewczyny- ktore zabily Chloe")...wyobrazcie sobie, ze znalazla sie na liscie dziesieciu najlepszych powiesci roku, ktora to liste sporzadzil sam Stephen King.
 Nie wiem czy to tylko moja chora wyobraznia, ale Selena alias Alex przypomina mi wygladem sama Amber  (alias Annabel, bohaterke "Dziewczyn,ktore... ")...w ksiazce czytamy :" (...) Jackie wiedziala, ze Vic mieszka z kobieta ,ktora w owym czasie uwazala za przyjaciolke- wygladajaca jak Myra Hindley, Amber Gordon (...) "

Selena Mackesy- Alex Marwood
Myra Hindley- razem ze swoim partnerem Ianem Brandym mordowala ludzi w Angli, w latach szescdziesiatych.















"(...) Cialo Chloe bylo pociete ,obdarte i posiniaczone, miala zlamane trzy zebra oraz przemieszczony lokiec ,co swiadczylo o tym, ze przez caly dzien poddawaly ja torturom. Same rany na glowie byly tak powazne, ze malo prawdopodobne, by mogla przezyc.(...)"

Moim zdaniem:
   "Dziewczyny,ktore zabily Chloe", to ksiazka o przestepczyniach, ale i ofiarach, bo dla mnie Bel i Jade sa tez ofiarami...poczawszy od nienormalnych stosunkow panujacych w ich rodzinach, po zbieg okolicznosci, ktory doprowadzil do morderstwa, a konczywszy na ciaglym zyciu w strachu i klamstwie. Od momentu popelnienia zbrodni juz nigdy nie byly wolne, zostaly napietnowane zarowno przez siebie, jak i spoleczenstwo.
 Alex Marwood, czy Serena Macesy (sama juz nie wiem) naprawde potrafi pisac. Jej ksiazka sklania czytelnika do myslenia i wprowadza go w nastroj pelen smutku i niepokoju. Juz dawno czegos tak dobrego i mocnego nie czytalam i juz nie moge doczekac sie jej nastepnych ksiazek.

Moja ocena: 10/10, bez zadnego "ale" :)



"Genialnie zakomponowane...z niewiarygodna dawka emocji...ksiazka, po ktorej dlugo nie mozna sie otrzasnac" (Val McDermid)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Czy chinskie matki sa lepsze? ...czyli "Bojowa piesn tygrysicy" Amy Chua.

Do tego zdjecia pozwolilam sobie wykorzystac flet i zapiski z zeszytu mojej 5 letniej corki.

  Opis, ktory znajdziecie na koncu ksiazki :"Marzeniem kazdego dobrego rodzica jest zapewnic dziecku "udany start". Jak sie okazuje, mozna to robic na rozne sposoby. Amy Chua wyroznia dwie metody, zachodnia i chinska, ktorej sama jest wyznawczynia i w mysl ktorej wychowala swoje dwie corki. "Bojowa piesn tygrysicy" to fascynujacy, pelen humoru i lekkosci zapis codziennych zmagan matki wymagajacej, lecz kochajacej bez reszty. Bez wzgledu na skrajna- z punktu widzenia "zachodniego" czytelnika- postawe autorki, niejeden rodzic zweryfikuje swoje metody wychowawcze. I byc moze zarumieni sie ze wstydu."

  Ksiazka kontrowersyjna, ktora od poczatku obliczona byla na bestseller. Wedlug mnie- ksiazka calkiem dobra, po ktora to siegam zawsze w chwili zwatpienia, by troche sie podbudowac i nabrac inspiracji.

  Kim jest autorka?
  Amy Chua-profesor prawa na Uniwersytecie Yale, urodzona w Stanach Zjednoczonych corka chinskich imigrantow. Zona amerykanskiego Zyda i matka dwoch corek- Sophii i Louisy. Warto dodac, ze "Bojowa piesn tygrysicy" to juz trzecia ksiazka w jej dorobku, ale jest napewno pierwsza, ktora wzbudzila na calym swiecie tyle dyskusji o modelach wychowania dzieci.

N

"(...) Oto sk rocona lista rzeczy, ktorych moim corkom, Spohii i Louisie, nigdy nie wolno robic:
- nocowac u kolezanki
- bawic sie tamze
- grac w szkolnym przedstawieniu
- narzekac, ze nie graja w szkolnym przedstawieniu
- ogladac telewizji i grac w gry komputerowe
- decydowac o wyborze kolek zainteresowan
- dostawac oceny nizsze niz szostka
- nie byc najlepszymi w klasie ze wszystkich przedmiotow z wyjatkiem dramatu i gimnastyki
- grac na czyms oprocz fortepianu lub skrzypcach
- nie grac na fortepianie lub skrzypcach (...) "



"(...) chinska matka wychodzi z zalozenia, ze (1) nauke stawiamy na pierwszym miejscu ; (2) szostka minus to zly stopien ; (3) dziecko ma wyprzedzac reszte klasy w matematyce o dwa lata ; (4) nie nalezy chwalic dzieci publicznie ; (5)  jesli dziecko kiedykolwiek porozni sie z nauczycielem lub instruktorem, zawsze stajemy po stronie nauczyciela lub instruntora ; (6) dzieci moga uczestniczyc jedynie w zajeciach, w ktorych jest szansa na zdobycie medalu ; (7) zlotego, oczywiscie . (...)"


  Moim zdaniem :

 Chinski model wychowania to darzenie do perfekcji i osiagniecia maksymalnych wynikow.. dla matki i dla jej dzieci oznacza to wspolne godziny ciezkiej pracy, rezygnacje z przyjemnosci i walke ze slabosciami. Nagroda za te poswiecenia ma byc w pierwszej lini zyciowy sukces naszych latorosli- wychowamy dzieci madre, pewne siebie i zdyscyplinowane, ktore w doroslym zyciu obejma najwyzsze stanowiska...czy to brzmi az tak przerazajaco? Czy ambitne i osiagajace sukcesy dzieci nie sa marzeniem kazdego rodzica?
 Mimo, ze nawet ten model nie zawsze sie sprawdza i nawet "chinskim matkom" zdarzaja sie porazki (do czego przyznaje sie sama autorka ) , to i tak zazdrosze jej mocnego charakteru i staram sie brac z niej przyklad, choc nie zawsze mi sie to udaje. Ja osobiscie staram sie polaczyc chinski model z modelem "naszym", Amy zwie go w swojej ksiazce "modelem zachodnim"...w wychowaniu moich dwoch corek lacze zabawe z dyscyplina, przy czym narazie wiecej jest w ich zyciu zabawy,bo sa jeszcze male. 
 Moim zdaniem najglosniej i najmocniej krytykuja Bojowa Tygrysice matki leniwe, niechetnie podnoszace dupska z sof...ktore to dla swietego spokoju sadzaja swoje dzieci przed telewizorami i obdarowywuja je tysiacami plastikowych zabawek.
 Nie twierdze, ze chcialabym byc jak Amy, ona jednak czasem poprostu przesadza...daleko mi tez do jej staniwczosci i, ze sie tak wyraze- lekkiej formy sadyzmu, ale tez od dawna jestem zdania, ze troche dyscyply,nauki i obowiazkow nikomu nie zaszkodzi...a tym najmlodszym jest to wszystko nawet wskazane.
 "Bojowa piesn tygrysicy" goraco polecam wszystkim rodzicom. Przeczytajcie ja i sami wyrobcie sobie zdanie na jej temat...jestem ciekawa co o tym wszystkim myslicie.

 Moja ocena: 8/10

(jak dla mnie za malo w tej ksiazce codziennego zycia rodzinnego Amy i jej rodziny, o czym poczytalabym z checia-a stanowczo za duzo jest w niej muzyki...muzyki i jeszcze raz muzyki- kto czytal, ten pewnie wie o co mi chodzi).


Amy wraz z corkami.
 
                " Rodzicielska filozofia Amy Chua moze sie czasem wydawac nieludzka, ale zadajmy sobie pytanie: czy  ten model jest napewno bardziej okrutny niz wychowanie dziecka przed ekranem telewizora??? ( Daily Telegraph)