piątek, 12 lutego 2016

Piatek bez ksiazki #3...oda do Czarodziejskiego Pudla.

  Nie napisze dzis nic, czego juz sami nie wiecie-telewizja oglupia.Totalnie. Ostatnio zaczelam obserwowac,co to czarodziejskie pudlo robi z moimi dziecmi i stwierdzilam, ze ten ich wspolny romans czas zakonczyc :) Wiem, ze gdy ma sie potomstwo, to taki wlasnie kochany telewizor czesto ratuje rodzicom ich i tak juz nadwyrezone nerwy, ale uwierzcie mi- warto sie pomeczyc. Zrobilismy sobie dzieci- teraz jestesmy za nie odpowiedzialni.
 Odkad wylaczylam to pranie mozgu, moje dziewczyny staly sie bardziej kreatywne i spokojniejsze. My, jako rodzice poswiecamy im teraz jeszcze wiecej czasu...ostatnio kupilismy nawet kilka gier planszowych i jest przy nich kupa smiechu :) Zauwazylam, ze telewizja zabija kontakty miedzy ludzmi...dzieci czesto maja telewizory w swoich pokojach,a ich rodzice w swoich...do tego dochodza komputery, x-boxy, tablety i inne gowna...i po co wtedy maja rodziny ze soba rozmawiac? Albo wyjsc z domu? Szkoda im na to czasu, a to smutne :(



  Ale teraz tak szczerze...ile razy w ciagu dnia wpatrujecie sie w szklany ekran i z niedowierzeniem kiwacie glowami? Przeciez w telewizji nie ma tak naprawde nic...ostatnio poogladalam sobie troche MTV, tak z ciekawosci, chcialam zobaczyc co jest teraz modne i co inspiruje nastolatki...i ludzie- oczy mi wyszly z orbit. Takiego bzdetu, tandety i wiochy nie widzialam juz dawno! Kobiety przedstawiane sa w 90% teledyskow jako tanie, nacpane szmaty, chetne do sexu 24 na dobe (dadza rade nawet kilku facetom na raz...z piesnia na ustach ;))...a co do facetow to sa to albo maczo-idioci,albo cioty do kwadratu...a glupie dzieciaki chca byc cool i biora z tych zyjacych karykatur przyklad.          Boze,widzisz i nie grzmisz !!



A wiec nigdy wiecej MTV, telewizji jak najmniej- ratuj sie kto moze, bo mozg mamy tylko jeden- szanujmy go :)

wtorek, 9 lutego 2016

Tanczacy z owcami...czyli "Istny raj" Rossa Raisina.




  Opis, ktory znajdziecie na koncu ksiazki, opowiada w sumie wiekszosc fabuly : "Odkad Sam Marsdyke zostal wyrzucony ze szkoly na skutek incydentu, ktory wciaz kladzie sie cieniem na jego reputacji, pomaga ponuremu ojcu w hodowli owiec na farmie posrod pagorkowatych wrzosowisk Yorkshire. Chlopiec obserwuje z daleka, jak zachwyceni wycieczkowicze mijaja jego gospodarstwo, a miastowi przenosza sie na wies i przeobrazaja okolice- kupuja farmy jako drugie domy i zabudowuja doline snobistycznymi nowymi barami i sklepami. Potem, kiedy ze swojego kamienia na wzgorzu patrzy na przyjazd nowej rodziny, spragnionej  "gumiakowatych weekendow" i "pocztowkowego widoku za oknami", wpada mu w oko corka panstwa domu. Marsdyke tylko przez jakis czas potrafi trzymac sie na dystans. Jego znajomosc ze zbuntowana nastolatka wyrwana ze swojego dawnego srodowiska powoli zamienia sie w cos bardziej niepokojacego, poniewaz umysl Marsdyke'a ulega nienezpiecznym urojeniom."


 Chyba kazdy zna ladne, aroganckie panienki wykorzystujace naiwnosc "wiejskich glupkow"- to w sumie nic nowego, wieje nuda. Ciekawie robi sie dopiero wtedy, kiedy ten "wiejski glupek", okazuje sie miec nierowno pod sufitem i moze stac sie niebezpieczny...


  Kim jest autor?


Przysiegam, ze tak mniej wiecej wyobrazam sobie Sama Marsdyke'a ;)
 
Urodzony w 1979 roku w Yorkshire, studiowal literature angielska, pracowal jako kelner i pododobno zwiedzil pol Europy. Dzis mieszka z zona w Londynie. "Istny raj" to jego debiut, ktory
dostal w 2009 roku Sunday Times Young Writer of the Year Award, Betty Trask Award i nominacje do kilku innych nagrod literackich.



(...) "Trzasnelo, jak kij walnal ja w glowe. Podniosla sie, a potem zaczelo nia motac na wszystkie strony. Przylozylem jej jeszcze raz i glowa opadla jej na bok, walnalem na dokladke i odleciała- jakbym stracil glowke ostu" (...)
 


Moim zdaniem:
 "Istny raj" to ksiazka bardzo orginalna. Wobrazcie sobie, ze siedzicie w glowie glownego bohatera, slyszycie wszystkie jego mysli i widziecie wszystko jego oczami. To wlasnie doznanie umozliwia nam autor. Sama Marsdyke'a mozna w sumie polubic, bo jest szczery, lubi spokoj, nature i zwierzeta...sama nie wiem, w ktorym momencie zorientowalam sie, ze nie wszystko z nim do konca gra- na poczatku wydawal mi sie poprostu troche dziwny i bardzo, bardzo samotny. Pozniej, zaglebiajac sie w jego historie, zaczelam sie pytac - "Czy on naprawde rozmawia z ta kura?", lub "Czy naprawde chcial zaatakowac tego chlopaka, wbijajac mu w cialo strzykawke ze szczepionka na muche plujke?". Z biegiem czasu tych pytan bylo wiecej i byly coraz bardziej dziwne.
 Nigdy jednak nie nienawidzilam Sama, bylo mi go poprostu zal...choroby psychicznej raczej sobie nie wybral, a kto wie, czy jesli nie urodzilby sie w innej rodzinie, bardziej otwartej i kochajacej, nie bylby innym czlowiekiem. Troche zla jestem za to na zbuntowana nastolatke z Londynu, nowa sasiadke Sama, ktora wedlug mnie nie wiedziala wogole czego chciala i wykorzystala jego naiwnosc.  Przeczytajcie lepiej sami ;)
 Co uwielbiam w "Istnym raju", to niesamowite opisy wrzosowisk Yorkshire- nie widzialam ich moze osobiscie (kiedys to napewno nadrobie), ale uwielbiam je od dawna, jak chyba kazdy oddany fan "Wichrowych Wzgorz":) 



 Moja ocena: 8/10, bo zbyt czesto zastanawialam sie co jest realne, a co jest fikcja.

piątek, 5 lutego 2016

Piatek bez ksiazki #2- dzis troche o modzie...


 Roznie ludzie reaguja na to, ze nie jem miesa... Zaczynajac od pokolen starszych, ktore uparcie twierdzi, ze na bank umre pozbawiajac moje cialo bialka zwierzecego- poprzez osoby, ktore to akceptuja, bez mrugniecia okiem, dochodzac do tych ludzi, ktorzy kiwaja z politowaniem glowa i smiejac sie mowia: "No tak, taka teraz moda". Ci ostatni biora mnie raczej za nieszkodliwa wariatke... a dopoki jestem nieszkodliwa- to niech tam sobie robie co chce :) Czy naprawde nastala moda na wegetarianizm? Albo jeszcze lepiej - moda na odzywianie z wszystkim, co konczy sie na -izm? (jak twierdza zlosliwi) W prasie, telewizji, w internecie spotykamy intrygujace nazwy - witarianizm, weganizm, frutarianizm... To jeszcze nic... ichtiowegetarianizm (zjada sie tutaj ryby, wykluczajac inne miesa), pollowegetarianizm (dieta oparta podobno na miesie bialym, wiec od czasu do czasu ryba, a na codzien kurczak), fleksitarianizm-niby najbardziej trendi, ludzie kierujacy sie ta dieta odzywiaja sie miesem i rybami, ale RZADZIEJ (WTF???)...i tak dalej... Czym trudniejsza nazwa i bardziej niezrozumialy trend - tym lepiej dla nas, bo na tym mozna sie przeciez fajnie lansowac ;) 

 Przedstawianie ludzi nie jedzacych miesa, jako pelnych energii, sympatycznych i szczesliwych jest ok... Nie mam nic przeciwko, moge sie pod tym jedynie podpisac :) Moim zdaniem nawet jesli wegetarianizm jest taraz modny, to przeciez bardzo dobrze :) 


Strongmen,ktorego napedza salata :)

Chce zeby nasz swiat stal sie zdrowy i wolny od okrucienstwa. Niejedzenie miesa niesie za soba korzysci zdrowotne, ratuje niewinne zwierzeta, sprawia, ze stajemy sie lepszymi ludzmi, nie liczac aspektow ekologicznych i ekonomicznych... Czego chciec wiecej? Stajac sie wegetarianinem automatycznie dolaczamy do (i tu cala lista :))-http://www.wegetarianie.pl/index.php?module=htmlp&func=display&pid=8...uwazam, to grupa calkiem fajnych ludzi :) A wiec badz modny- zostan Wege...:)



P.S.Post ten kieruje w sumie do ludzi bardzo mlodych... Jesli jestes gdzies w moim wieku (juz tylko mlody - bez slowa bardzo ;)), czyli ok.30-stki, nie wierzysz juz w mode. Decyzje o swoim zyciu podejmujesz po doglebnym rozwazeniu za i przeciw. Sprawa z byciem modnym jest wedlug mnie ogolnie fascynujaca- ludzie czesto podazaja za nia na slepo, lub wbrew sobie... Ogolnie majac przeciez zdrowy rozum? Mam nadzieje, ze moda na wegetarianizm pozostanie jednak na dlugie, dluuugie lata i zbierze coraz wiecej nowych zwolennikow... Szkoda by bylo przeciez, gdyby za np. 50 lat ludzie zaczeli zjadac siebie nawzajem... Bo to bedzie modne ;)

piątek, 29 stycznia 2016

Piatek bez ksiazki #1- czyli 200 lat niech zyje, zyje nam...

 Postanowilam, ze w piatki nie bede pisala recenzji, ale za to bede dzielila sie z wami tematami dowolnymi. Dowiecie sie o tym, co mi w glowie siedzi, co godnego polecenia obejrzalam lub zobaczylam... w sumie sama nie wiem, bo chce do tego podejsc jak najbardziej spontanicznie ; dzis na przyklad bedzie o...botoxie hehe ;) Polecam wiec (wpis, a nie botox haha).



Fauja Singh-ponad 100-letni maratonczyk.
  Mlody wyglad zapewnia Ci kremy, gdy one juz nie pomagaja, bierz sie za botox...przy okazji radze Ci- juz dzis zacznij zbierac na operacje plastyczne ;) Co to energii, dobrego samopoczucia, to jest na to tyle roznych tabletek- od koloru do wyboru, spytaj lekarzy lub farmaceutow. Zdrowie? Zdrowie nie jest oplacalne, nie ma dnia, zeby cos Cie nie bolalo i to jest ok. Tak trzymac :) W naszych czasach nikt juz nie marzy o dlugim zyciu w zdrowiu, to smutne :(

   Naukowcy twierdza, ze jestesmy w stanie dozyc okolo stu dwudziestu lat-  wystarczy tylko zmienic swoj tryb zycia...przeczytalam o tym pare ciekawych artykulow,a w kazdym z nich dokladnie wzieto pod lupe miejsca na ziemi, gdzie ludzie zyja najdluzej (sa to miedzy innymi japonski archipelag Okinawa,grecka wyspa Symi,powiat Bama w Chinach,dolina Hunza w Pakistanie i pare innych).





 Oto wnioski- podstawowa dieta ludzi dlugowiecznych to warzywa i owoce, wodorosty, pelne ziarna i makaron, ryz, minimalna ilosc soli, zero cukru, ziola, ryby i sladowe ilosci chudego miesa. Dochodzi do tego wysoka aktywnosc fizyczna (100 latek na rowerze nie dziwi w tych miejscach na ziemi nikogo), cwiczenia umyslu, duzo spokoju, promieni slonecznych i szczesliwe zycie rodzinne. Co laczy wszystkich dlugowiecznych mieszkancow naszej planety? Nie jedza przetworzonych produktow (dziwacy, co nie haha ?), unikaja "przezarcia", nie pala papierosow (ale "lykna cos" sobie od czasu do czasu :)), unikaja herbaty i kawy, cukru i soli. Proste ;)

  Zdaje sobie sprawe, ze polkniecie tabletki jest prostsze niz przygotowanie zdrowego, pelnego skladnikow odzywczych i najlepiej niskotluszczowego posilku. Umysl cwiczymy przed kompeterem i telewizorem, co do cwiczen fizycznych- no chodzimy przeciez do pracy...Ten post jest glupi, a ja sie czepiam nie wiadomo o co hehe ;)
 Dla tych, ktorych ten post jednak zainteresowal- dziekuje wam, byc moze udalo mi sie was zainspirowac do pewnych zmian...a jesli czujecie niedosyt, to (tak jak ja ) w internecie znajdziecie naprawde duzo artykulow na temat dlugowiecznosci, np:http://urodaizdrowie.pl/lista-10-najzdrowszych-miejsc-swiata
 Ja was zegnam, zycze zdrowia, szczescia i 200 lat...no chyba ze na tak dlugo nie macie ochoty- to tez sie moze przeciez zdarzyc ;)


86 letnia Baddie Winkle znajdziecie na Instagramie, ta Niegrzeczna Babcia udowadnia, ze radosc z zycia mozna czerpac w kazdym wieku :)

sobota, 23 stycznia 2016

Chinski Kopciuszek...czyli "Serce Tygrysicy" Aisling Juanjuan Shen.



 Opis,ktory znajdziecie na koncu ksiazki: "Pochodzaca z rodziny niepisiemnych rolnikow, Shen jako pierwsza z wioski dostaje sie do kolegium nauczycielskiego, ktorego absolwentom rzad zapewnia dozywotnia posade. Zeslana do wioski niewiele wiekszej niz ta, w ktorej sie urodzila, Shen walczy z samotnoscia, sypiajac z przygodnie poznanymi mezczyznami. Dzieli tym wszystkim los matki, ktora dla korzysci materialnych uwilklala sie w wieloletni romans pod nosem zobojetnialego na wszystko meza. Aborcja przeprowadzona w koszmarnych warunkach, walka o dach nad glowa, moralne poswiecenia, ktorych wymaga sie (szczegolnie od kobiet) w skorumpowanym swiecie chinskiego biznesu, to tylko niektore z prob, na jakie zostala wystawiona Shen. Czy uda jej sie wygrac nierowna walke z losem?"

 Bylam w szoku, gdy okazalo sie, ze ksiazka ta to nie powiesc, ale autobiografia...w tym tez momencie nabralam do Shen wielkiego szacunku i respektu za jej konsekwencje w dazeniu do spelnienia marzen.

 Kim jest autorka?
Asling Juanjuan Shen urodzila sie w malenkiej chinskiej wiosce w latach 70. XX wieku, w rodzinie ubogich, niepisiemnych rolnikow. Ciezka praca, determinacja, wrodzona ambicja i ...lapowki pomogly jej uciec najpierw do Poludniowych Chin, a pozniej do Stanow Zjednoczonych, gdzie skonczyla Wellesley College i wyszla za maz. Obecnie pracuje w jednej z najwiekszych film inwestycyjnych w Ameryce.






"W lipcu 1996 roku, kiedy opuscilam szkole, a potem wioske, chcialam odciac sie od swojej przeszlosci. Nie sadzilam, ze bedzie to az tak bolesny proces. Nie wiedzialam, ze przeszlosc jest tak istotna dla czlowieka jak jego wlasna krew. Ale dzielny zolnierz tlumi w sobie bol. Zawziety rekin uparcie prze do przodu. Mialam bilet w jedna strone, worek marynarski i adres Wanga, i tylko tego potrzebowalam, jadac na Poludnie."


Moim zdaniem: "Serce Tygrysicy", to ksiazka napisana bez owijania w bawelne i bez cackania sie z czytelnikiem, co sprawia, ze bardzo polubilam jej autorke. Mysle, ze piszac autobiografie wiekszosc z nas postaralaby sie troche "wybielic" swoja osobe, Shen tego jednak nie zrobila. Opisuje szczegolowo swoje zycie w biedzie, swoich nieczulych rodzicow i to, ze nie nadawala sie do zycia na polu ryzowym i ze marzyla o czyms wiecej. Dzieki wrodzonej inteligencji i motywacji, zeby wyrwac sie ze znienawidzonej wioski, ukonczyla zarowno gimnazjum jak i college i w wieku 19 lat zostala nauczycielka w malutkim miasteczku. Nadal nie byla jednak szczesliwa, miala wieksze ambicje i marzyla o dostatnim zyciu w wielkim miescie...na 372 kartkach przedstwiona jest historia kobiety silnej i zdeterminowanej, ktora wie czego chce i do tego dazy.
  Decyzje, ktore Shen podejmuje czesto szokuja, sa konkretne i bezkompromisowe, troche na zasadzie "po trupach do celu", ale jej wybory udowadniaja nam, ze wszystkie marzenia moga sie spelnic i ze nigdy nie powinnismy sie poddawac i sluchac opinii innych ludzi.


Moja ocena: 10/10, bo "polknelam" ja w 2 dni i bylam wsciekla, gdy ktos lub cos mnie od niej odrywalo.


piątek, 22 stycznia 2016

Normalny wpis o normalnym zyciu...czyli dzis refleksyjnie.


Typowy dzien...juz po pracy, po przedszkolu, szkole, po obiedzie...siedzimy sobie w domu...przed telewizorem, w ktorym jak zwykle nic dobrego nie leci. Lodowka pelna, ale gdy przychodzi co do czego to i tak nie ma w niej tego, na co mamy ochote. Dzieciaki siedza znudzone w pokoju obok, pelnym plastikowych zabawek, albo (gdy sa troche starsze) wpatrzone w ekran komputera zabijaja wirtualnych wrogow. Dzien jak co dzien. Jemy Smieci, otaczamy sie Smieciami, w glowie mamy Smietnik...a to na co poswiecamy cala swoja energie to to, zeby ten nasz Smietnik byl lepszy, wiekszy i drozszy od tego sasiadow, rodziny czy znajomych.



  Tak mijaja lata, dzieciaki juz duze i pelne pretensji, ze czemu byl tylko komputer, telewizor, a nie bylo rozmow, wspolnych wycieczek i zainteresowan...ze czuly i nadal czuja sie niby nie kochane...czego te niewdzieczne dzieci chca? Mialy przeciez NAJLEPSZY komputer i telewizor w swoim pokoju- tata robil na to od switu do zmierzchu! To przez to wszystko ten wlasnie tata w wieku 50 lat jest schorowany, wcale nie przez papierosy, tluste zarcie i zero ruchu...Mama tez zyciem wykonczona, ale ona to dzieci rodzila, wiadomo...nie ma straszniejszej choroby niz ciaza, to dzieki niej juz do konca zycia wiekszosc bab chodzi gruba, zaniedbana (no bo nie ma czasu) i nieszczesliwa. Dzieci niby widza, ze cos jest nie tak, ze zycie moze tez inaczej wygladac, lepiej...no niby juz maja cos zrobic, zeby nie upodobnic sie do wlasnych rodzicow...ale zrobia to jutro...
 Jutro juz na 100 procent :)

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Na zawsze napietnowane...czyli "Dziewczyny, ktore zabily Chloe" Alex Marwood




Opis, ktory znajdziecie na koncu ksiazki :
"Bel i Jade,dwie jedenastolatki, skazano za zabicie malej dziewczynki. Osadzone w dwoch roznych zakladach poprawczych, zostaly na zawsze napietnowane.
 Obie zaluja, ze kiedykolwiek sie spotkaly.
 Po dwudziestu pieciu latach dziennikarka Kristy Lindsay podczas zbierania materialow do artykulow o serii morderstw w podupadajacym nadmorskim kurorcie spotyka sprzataczke Amber Gordon.
Po raz pierwszy od dnia, ktory na zawsze odmienil ich zycie.
 Musza zrobic wszystko, by nie odkryto ich dawnej tozsamosci i nie zrujnowano tego, co kazda z nich z takim trudem budowala...na klamstwie.
 Ale przeszlosc upomni sie o swoje, ich trop zwietrza nie tylko zadne sensacji brukowce, lecz takze psychopatyczny zabojca.

 Ksiazka o tym jak jeden dzien, przypadkowa znajomosc, decyzje podjete pod wplywem emocji, moze zmienic nasze zycie na zawsze.
 Rekomendacja samego krola-Stephena Kinga + wzbudzajaca niepokoj okladka + spora dawka psychologicznego thillera, okazala sie sposobem na sukces :)

 Kim jest autorka? 
 Alex Marwood to pseudonim urodzonej w latach szescdziesiatych brytyjskiej pisarki i dziennikarki Sereny Mackesy. Serena zyje w Londynie, gdzie pisze i wydaje juz od 1999 roku, ale to jako Alex  zdobyla swiatowa slawe wydajac w 2012 roku bestseller "The wicked girls" ("Dziewczyny- ktore zabily Chloe")...wyobrazcie sobie, ze znalazla sie na liscie dziesieciu najlepszych powiesci roku, ktora to liste sporzadzil sam Stephen King.
 Nie wiem czy to tylko moja chora wyobraznia, ale Selena alias Alex przypomina mi wygladem sama Amber  (alias Annabel, bohaterke "Dziewczyn,ktore... ")...w ksiazce czytamy :" (...) Jackie wiedziala, ze Vic mieszka z kobieta ,ktora w owym czasie uwazala za przyjaciolke- wygladajaca jak Myra Hindley, Amber Gordon (...) "

Selena Mackesy- Alex Marwood
Myra Hindley- razem ze swoim partnerem Ianem Brandym mordowala ludzi w Angli, w latach szescdziesiatych.















"(...) Cialo Chloe bylo pociete ,obdarte i posiniaczone, miala zlamane trzy zebra oraz przemieszczony lokiec ,co swiadczylo o tym, ze przez caly dzien poddawaly ja torturom. Same rany na glowie byly tak powazne, ze malo prawdopodobne, by mogla przezyc.(...)"

Moim zdaniem:
   "Dziewczyny,ktore zabily Chloe", to ksiazka o przestepczyniach, ale i ofiarach, bo dla mnie Bel i Jade sa tez ofiarami...poczawszy od nienormalnych stosunkow panujacych w ich rodzinach, po zbieg okolicznosci, ktory doprowadzil do morderstwa, a konczywszy na ciaglym zyciu w strachu i klamstwie. Od momentu popelnienia zbrodni juz nigdy nie byly wolne, zostaly napietnowane zarowno przez siebie, jak i spoleczenstwo.
 Alex Marwood, czy Serena Macesy (sama juz nie wiem) naprawde potrafi pisac. Jej ksiazka sklania czytelnika do myslenia i wprowadza go w nastroj pelen smutku i niepokoju. Juz dawno czegos tak dobrego i mocnego nie czytalam i juz nie moge doczekac sie jej nastepnych ksiazek.

Moja ocena: 10/10, bez zadnego "ale" :)



"Genialnie zakomponowane...z niewiarygodna dawka emocji...ksiazka, po ktorej dlugo nie mozna sie otrzasnac" (Val McDermid)

poniedziałek, 11 stycznia 2016

Czy chinskie matki sa lepsze? ...czyli "Bojowa piesn tygrysicy" Amy Chua.

Do tego zdjecia pozwolilam sobie wykorzystac flet i zapiski z zeszytu mojej 5 letniej corki.

  Opis, ktory znajdziecie na koncu ksiazki :"Marzeniem kazdego dobrego rodzica jest zapewnic dziecku "udany start". Jak sie okazuje, mozna to robic na rozne sposoby. Amy Chua wyroznia dwie metody, zachodnia i chinska, ktorej sama jest wyznawczynia i w mysl ktorej wychowala swoje dwie corki. "Bojowa piesn tygrysicy" to fascynujacy, pelen humoru i lekkosci zapis codziennych zmagan matki wymagajacej, lecz kochajacej bez reszty. Bez wzgledu na skrajna- z punktu widzenia "zachodniego" czytelnika- postawe autorki, niejeden rodzic zweryfikuje swoje metody wychowawcze. I byc moze zarumieni sie ze wstydu."

  Ksiazka kontrowersyjna, ktora od poczatku obliczona byla na bestseller. Wedlug mnie- ksiazka calkiem dobra, po ktora to siegam zawsze w chwili zwatpienia, by troche sie podbudowac i nabrac inspiracji.

  Kim jest autorka?
  Amy Chua-profesor prawa na Uniwersytecie Yale, urodzona w Stanach Zjednoczonych corka chinskich imigrantow. Zona amerykanskiego Zyda i matka dwoch corek- Sophii i Louisy. Warto dodac, ze "Bojowa piesn tygrysicy" to juz trzecia ksiazka w jej dorobku, ale jest napewno pierwsza, ktora wzbudzila na calym swiecie tyle dyskusji o modelach wychowania dzieci.

N

"(...) Oto sk rocona lista rzeczy, ktorych moim corkom, Spohii i Louisie, nigdy nie wolno robic:
- nocowac u kolezanki
- bawic sie tamze
- grac w szkolnym przedstawieniu
- narzekac, ze nie graja w szkolnym przedstawieniu
- ogladac telewizji i grac w gry komputerowe
- decydowac o wyborze kolek zainteresowan
- dostawac oceny nizsze niz szostka
- nie byc najlepszymi w klasie ze wszystkich przedmiotow z wyjatkiem dramatu i gimnastyki
- grac na czyms oprocz fortepianu lub skrzypcach
- nie grac na fortepianie lub skrzypcach (...) "



"(...) chinska matka wychodzi z zalozenia, ze (1) nauke stawiamy na pierwszym miejscu ; (2) szostka minus to zly stopien ; (3) dziecko ma wyprzedzac reszte klasy w matematyce o dwa lata ; (4) nie nalezy chwalic dzieci publicznie ; (5)  jesli dziecko kiedykolwiek porozni sie z nauczycielem lub instruktorem, zawsze stajemy po stronie nauczyciela lub instruntora ; (6) dzieci moga uczestniczyc jedynie w zajeciach, w ktorych jest szansa na zdobycie medalu ; (7) zlotego, oczywiscie . (...)"


  Moim zdaniem :

 Chinski model wychowania to darzenie do perfekcji i osiagniecia maksymalnych wynikow.. dla matki i dla jej dzieci oznacza to wspolne godziny ciezkiej pracy, rezygnacje z przyjemnosci i walke ze slabosciami. Nagroda za te poswiecenia ma byc w pierwszej lini zyciowy sukces naszych latorosli- wychowamy dzieci madre, pewne siebie i zdyscyplinowane, ktore w doroslym zyciu obejma najwyzsze stanowiska...czy to brzmi az tak przerazajaco? Czy ambitne i osiagajace sukcesy dzieci nie sa marzeniem kazdego rodzica?
 Mimo, ze nawet ten model nie zawsze sie sprawdza i nawet "chinskim matkom" zdarzaja sie porazki (do czego przyznaje sie sama autorka ) , to i tak zazdrosze jej mocnego charakteru i staram sie brac z niej przyklad, choc nie zawsze mi sie to udaje. Ja osobiscie staram sie polaczyc chinski model z modelem "naszym", Amy zwie go w swojej ksiazce "modelem zachodnim"...w wychowaniu moich dwoch corek lacze zabawe z dyscyplina, przy czym narazie wiecej jest w ich zyciu zabawy,bo sa jeszcze male. 
 Moim zdaniem najglosniej i najmocniej krytykuja Bojowa Tygrysice matki leniwe, niechetnie podnoszace dupska z sof...ktore to dla swietego spokoju sadzaja swoje dzieci przed telewizorami i obdarowywuja je tysiacami plastikowych zabawek.
 Nie twierdze, ze chcialabym byc jak Amy, ona jednak czasem poprostu przesadza...daleko mi tez do jej staniwczosci i, ze sie tak wyraze- lekkiej formy sadyzmu, ale tez od dawna jestem zdania, ze troche dyscyply,nauki i obowiazkow nikomu nie zaszkodzi...a tym najmlodszym jest to wszystko nawet wskazane.
 "Bojowa piesn tygrysicy" goraco polecam wszystkim rodzicom. Przeczytajcie ja i sami wyrobcie sobie zdanie na jej temat...jestem ciekawa co o tym wszystkim myslicie.

 Moja ocena: 8/10

(jak dla mnie za malo w tej ksiazce codziennego zycia rodzinnego Amy i jej rodziny, o czym poczytalabym z checia-a stanowczo za duzo jest w niej muzyki...muzyki i jeszcze raz muzyki- kto czytal, ten pewnie wie o co mi chodzi).


Amy wraz z corkami.
 
                " Rodzicielska filozofia Amy Chua moze sie czasem wydawac nieludzka, ale zadajmy sobie pytanie: czy  ten model jest napewno bardziej okrutny niz wychowanie dziecka przed ekranem telewizora??? ( Daily Telegraph)